adres strony źródłowej http://www.hudi2.republika.pl/S-125.htm
Modernizacje zestawu przeciwlotniczego S-125 "Newa"
Kompleks przeciwlotniczy S-125 powstał pod koniec lat 50., kiedy po euforii, wynikającej z prawie nieograniczonych możliwości zwalczania za pomocą pocisków kierowanych samolotów przeciwnika, lecących z dużą prędkością na dużej wysokości, pojawiła się potrzeba zwalczania nimi samolotów na średnich i małych wysokościach. Była to wcześniej domena artylerii lufowej, ale jej efektywność gwałtownie malała wraz ze wzrostem prędkości celów. W przypadku pocisków kierowanych zasadniczy problem stanowiło wystarczająco wczesne wykrycie przeciwnika i uniknięcie zakłóceń, powodowanych przez obiekty terenowe podczas naprowadzania pocisku na cel.
Jedną z pierwszych firm w ZSRR, które poradziły sobie z opracowaniem w miarę niezawodnego kompleksu do zwalczania celów na małych wysokościach było ogromne KB-I Ministerstwa U zbrojenia, późniejsze CKB Ałmaz. Decyzję o jego opracowaniu przez zespół A. Raspletina podjęto na najwyższym szczeblu 8 maja 1957 r. Największych trudności spodziewano się przy projektowaniu radaru śledzącego niskolecące cele oraz systemu naprowadzania rakiet. Dla stacji radiolokacyjnej wybrano centymetrowy zakres długości fal. Wszystkie siedem jej anten zamontowano na wspólnym maszcie, przewożonym na przyczepie. Anteny miały skomplikowany kształt, głównie ze względu na chęć takiego ukształtowania wiązek, żeby do minimum zredukować poziom zakłóceń. W zależności od trybu pracy stacji pełniły one różne funkcje i wszystkie równocześnie działały tylko w czasie naprowadzania pocisków. Antena nadawcza mogła emitować "igłową" wiązkę, a anteny poszukiwania celów ustawiono pod stałym kątem 45°. Podczas przeszukiwania wiązka miała kąt rozwarcia 12°, a podczas śledzenia tylko 1,5°. Stacja otrzymała nazwę Newa, którą potem przypisano całemu systemowi.
Nie oczekiwano natomiast szczególnych trudności w procesie konstruowania dwustopniowych pocisków W-625, choć miały to być pierwsze radzieckie pociski przeciwlotnicze, których materiałem pędnym dla silnika marszowego było paliwo stałe. Ich twórcą był zespół M. Ołło z KB-82 w Tuszyno.
Niestety, podczas prób poligonowych rakiety całkowicie zawiodły i jako rozwiązanie awaryjne przyjęto adaptację dla tworzonego systemu pocisków W-600, opracowanych przez zespół P. Gruszina z OKB-2 (później MKB rakieł) dla analogicznego pod względem przeznaczenia systemu okrętowego (M-I WabIa) i testowanych równolegle na tym samym poligonie. Sprawdziły się znakomicie i pod oznaczeniem 5W24 skierowano je do produkcji. Pociski nie były szczególnie oryginalne: dwustopniowe, napędzane silnikami na paliwo stałe (energetycznie o 1/3 gorsze od ciekłego, ale znacznie upraszczające eksploatację). Miały rozbudowane powierzchnie aerodynamiczne, a prostokątne stateczniki pierwszego stopnia były tak duże, że dla uproszczenia konstrukcji wyrzutni uczyniono je składanymi - bezpośrednio po odpaleniu obracały się o 90° względem tylnego punktu zamocowania do kadłuba. Drugi stopień miał układ aerodynamiczny "kaczka". Opracowano dla nich przewoźne, dwuprowadnicowe wyrzutnie 5P71.
Wstępne wykrywanie i śledzenie celów zapewniały standardowe radiolokatory obserwacji okrężnej zakresu metrowego oraz wysokościomierze radiolokacyjne, Oprócz anten, każda ze stacji radiolokacyjnych miała furgon z aparaturą, stanowisko operatorów i źródło zasilania. Dla stacji naprowadzania (SNR-125) Newa ilość furgonów wynosiła 4, dla radarów wstępnego wykrywania: 4 i 3, W skład kompleksu wchodziły 4 wyrzutnie oraz co najmniej 4 samochody załadowcze, każdy z dwoma pociskami.
System S-125 przyjęto na uzbrojenie 21 lipca 1961 r. i już w tym samym roku wokół Moskwy rozmieszczono pierwszych 17 dywizjonów . Stanowiły uzupełnienie sprawdzonych i wówczas bardzo skutecznych S-25. W następnym roku zaczęto formować mieszane brygady, złożone z 4-6 dywizjonów S-125 i 6-8 dywizjonów S-75. Już w 1962 r. tylko na odcinku Ryga-Kaliningrad-Kowno rozwinięto 20 dywizjonów. Ilość rozwiniętych kompleksów rosła szybko i systematycznie - według danych zachodnich w ZSRR rozwinięto ich ponad 350. Nieco później, pod presją zagranicznych Użytkowników S- 75, którzy zdali sobie sprawę z jego ograniczeń, rozpoczęto dostawy za granicę, używając dla wariantu eksportowego nazwy Peczora. Zestawy te nie różniły się konstrukcyjnie od produkowanych na potrzeby ZSRR - zmieniono jedynie częstotliwości układów naprowadzania.
|
Wyrzutnia kompleksu Newa-M |
Chrzest bojowy S-125 miał miejsce w 1973 r. w Egipcie - obsługiwali je wtedy Rosjanie. Uznano je za nadzwyczaj skuteczne - w dużej mierze dzięki zaskoczeniu przeciwnika możliwościami nowego sprzęt
u i brakowi przemyślanych sposobów przeciwdziałania z jego strony.
Świadomi chwilowości przewagi nad przeciwnikiem konstruktorzy z KB-1 (nazywanego od 1967 r. MKB Strieła) pracowali nad modernizacją systemu od początku lat 60. Podwojenie ilości rakiet na nowych wyrzutniach 5P73 wyraźnie poprawiło siłę ognia - bateria bez przerwy na
|
Stacja naprowadzenia rakiet SNR-125 |
uzupełnianie rakiet mogła ostrzelać dwa razy więcej celów. Udoskonalenia, wprowadzone w pociskach 5W27 i 5W27W (pierwszy z nich był gotowy do produkcji w 1965 r,), umożliwiły zwiększenie maksymalnego zasięgu z 15 do 20 km oraz rozszerzenie zakresu wysokości przechwytywanych celów z 0,3-12 km do 0,05-18 km. Dopuszczalne przeciążenie pocisku w czasie lotu wzrosło do 6G. Na kolumnie antenowej zamontowano także celownik telewizyjny Karat-2, który przy dobrej pogodzie miał zasięg 15 km, Uproszczenie konstrukcji komponentów kompleksu pozwoliło na skrócenie czasu osiągania gotowości bojowej. Tak zmodernizowany system przyjęto na uzbrojenie 27 września 1970 r. jako S-125M Newa-M (powstała nieco później wersja eksportowa została nazwana Peczara-M).
Pociski dla Newy modernizowano wielokrotnie powstały wersje 5W27G, GP, GPU, D i P, Minimalny pułap przechwycenia zmniejszono do 20 m, bliższą granicę przechwycenia zmniejszono do 3,5 km, umożliwiono strzelanie do celów oddalających się, a masę głowicy bojowej zwiększono z 60 do 72 kg. Modernizacja całego systemu miała znacznie mniejszy zakres - ostatnią wersję - S-125M1 wdrożono w 1978 r. W tym czasie przewidywano zastąpienie go nowszymi systemami (już od końca lat 60. pracowano nad ich kolejną generacją), a nieco później uznano, że w przyszłości kilka, stosowanych równocześnie, kompleksów należy zastąpić jednym, uniwersalnym - zwalczającym cele wszystkich rodzajów zarówno na dużych, jak i ekstremalnie małych wysokościach, Wymagania te spełniał kompleks S-300, ale szybko okazało się, ze jest tak kosztowny, że szybka wymiana nań wszystkich starszych kompleksów, nawet w ZSRR, nie wchodzi raczej w rachubę. Także liczni zagraniczni użytkownicy radzieckich zestawów przeciwlotniczych nie byli w stanie zakupić drogich S-300. Same tylko S-125 w ilości ponad 400 kompleksów wyeksportowano do 35 krajów, które z czasem zapragnęły, bądź zapragną zmodernizować swą obronę przeciwlotniczą.
Zasadność dalszej modernizacji S-125 dostrzeżono jednak w CKB Ałmaz zbyt późno, bo dopiero na przełomie lat 80. i 90. Imperium rozpadało się, finansowanie prac badawczo-rozwojowych praktycznie ustało i jedyną nadzieją było finansowanie zagraniczne. firma nie była jednak gotowa nawet do zaproponowania ramowego programu modernizacji i konkretna oferta modernizacyjna pojawiła się dopiero u schyłku lat 90.
Palma pierwszeństwa w tym zakresie należy się polskim konstruktorom. I to palma podwójna, gdyż zdecydowali się oni nie tylko na wymianę bazy elementowej zestawu S-125 z lampowej na półprzewodnikową-cyfrową, ale i na zainstalowanie komponentów zestawu na podwoziach samobieżnych.
Celem pierwszej części polskiego programu modernizacyjnego, nazwanej Newa-C było nie tylko zwiększenie niezawodności aparatury i nadanie jej nowych właściwości, ale i ostateczne uniezależnienie się od dostaw podzespołów z byłego ZSRR. Zastosowanie nowoczesnych układów cyfrowych umożliwiło wprowadzenie nowych algorytmów naprowadzania, zwiększenie stopnia automatyzacji pracy i zmniejszenie obsady stanowisk. Ogromną korzyść ma przynieść automatyzacja i radykalne przyspieszenie procesu sprawdzania i strojenia aparatury przed osiągnięciem gotowości ogniowej (w S-125 zajmowało to nawet 8 godzin i wymagało pracy 6 dodatkowych techników).
|
Pojazd WNO-125 na Mazie-543 oraz polska wersja samobieżnej wyrzutni – W-125 na podwoziu WZT-2 |
Zastosowanie samobieżnych nośników wyrzutni i radiolokatora baterii (program Newa-S) nadało im zupełnie nową cechę - możliwość szybkiej zmiany pozycji dla uniknięcia przeciwuderzenia ze strony nieprzyjaciela. Jako bazę wybrano początkowo podwozia czołgów T-55, ale w przypadku SNR okazała się ona niezbyt szczęśliwa. Podwozie było zbyt małe, aby bezpiecznie transportować kolumnę antenową w położeniu marszowym, nie było mowy o zainstalowaniu wewnątrz pojazdu zadowalająco wygodnych stanowisk operatorów, a silne drgania i wstrząsy podczas jazdy nie wpływały najlepiej na delikatną aparaturę. Wypróbowano wobec tego inne rozwiązanie: wyrzutnie i SNR ulokowano na czteroosiowych pojazdach MAZ-543, które do niedawna służyły jako wyrzutnie pocisków kompleksu 9K72 Elbrus, czyli słynnych Scudów. Wojsko Polskie zrezygnowało z ich eksploatacji, ale szczęśliwie nie pozbyło się samych wyrzutni. Ten nośnik okazał się znacznie lepszy, szczególnie dla SNR. Wykorzystano nawet mechanizm podnoszenia rakiet w położenie startowe - w miejsce stołu startowego wbudowano cokół kolumny antenowej SNR. Za kabiną kierowcy znalazło się dość miejsca dla kontenera z aparaturą i stanowiskami operatorów, nazwanego KDN-125. Gdy po kilku latach prób zapadła decyzja o modernizacji znacznej części polskich dywizjonów S-125 do nowego standardu Newa-SC, łączącego w całość oba kierunki eksplorowane wcześniej, stwierdzono, że ilość MAZ-ów jest niewystarczająca i wybrano rozwiązanie kompromisowe: radiolokatory zainstalowano na MAZ-ach, nazwanych WNO, a wyrzutnie W-125SC na podwoziach gąsienicowych WZT-2 (podobnych do czołgowych, ale wymagających mniejszej ilości przeróbek).
Ze zmodernizowaną Newą spotykali się na poligonie w Wicku rakietowcy z Czech, Węgier, Słowacji i wszystkie te kraje wykazały zainteresowanie wdrożeniem takiego, lub podobnego rozwiązania w swoich siłach zbrojnych, Zaoferowano je również niektórym krajom Trzeciego Świata, w tym Egiptowi i Indiom.
Sukcesy polskich inżynierów zdopingowały konstruktorów rosyjskich i w 1998 r. rozpoczął się marketing programu modernizacji Peczara-2, choć w owym czasie kompleksowo zmodernizowany zestaw istniał tylko na papierze. Przeprowadzono jedynie szereg prac, zmierzających do modernizacji poszczególnych elementów kompleksu. Początkowo zidentyfikowano trzy kierunki modernizacji: doskonalenie rakiet; wymiana analogowych, lampowych i tranzystorowych bloków aparatury na bloki oparte na układach scalonych o wysokiej skali integracji oraz zastosowanie unowocześnionych środków dowodzenia i łączności.

Wielokrotnie wcześniej modernizowane rakiety rodziny W-600 poddano w MKB rakiet kolejnym udoskonaleniom. Punktem wyjścia był pocisk 5W27D, który zaopatrzono w nową część bojową o ponad dwukrotnie większej skuteczności; nowy, skuteczniejszy radiozapalnik działający na wysokościach poniżej 20 m i paliwo, zwiększające osiągi pocisku. Niektóre źródła podają, że skonstruowano dla nich zupełnie nowy stopień startowy z wydajniejszym silnikiem, zastępującym pracujący 2,7 s. 5S45. Zmieniono także algorytmy naprowadzania pocisku na cel.
Podczas doskonalenia aparatury kompleksu i jego środków łączności wykorzystano na szeroką skalę komponenty nowszych kompleksów plot., przede wszystkim S-300PMU, Docelowo ma zostać wymienionych ponad 80% komponentów elektronicznych. Dzięki wymianie bazy elementowej i oprogramowania osiągnięto znaczny wzrost odporności na zakłócenia pasywne i aktywne listków bocznych anteny, zwiększono zasięg wykrywania celów na bardzo małej wysokości oraz o małej powierzchni odbicia, wydatnie uproszczono procedury bojowe, a przede wszystkim zwiększono prawdopodobieństwo trafienia w cel. W celu zwiększenia odporności na zakłócenia wprowadzono szereg nowych procedur. Stacja selekcjonuje np. automatycznie cele ruchome, eliminując echa stałe (odbicia od obiektów terenowych). Istnieje układ automatycznej kompensacji zakłóceń listków bocznych o intensywności do 2000 W/MHz oraz zakłóceń pasywnych o współczynniku 40 dB. Zastosowano automatyczną ochronę przed odzewowym, impulsowym zakłócaniem wskazań odległości i azymutu celu. Wprowadzono ochronę przed zakłóceniami aktywnymi, Większe prawdopodobieństwo trafienia uzyskano dzięki zwiększeniu dokładności, optymalizacji metod przetwarzania sygnałów, zmniejszeniu błędów oraz poprawie stabilności trajektorii pocisku. Dla zwiększenia wykrywalności celów o małej efektywnej powierzchni odbicia oraz lecących na bardzo małej wysokości zastosowano m.in. koherentną pamięć i analizę sygnału. Obróbka danych o celu jest w całości cyfrowa i obejmuje: odległość, pułap, prędkość, parametr oraz kąty elewacji i azymutu. Po odpaleniu pocisków także w całości cyfrowe są dane, takie jak prędkość lotu, odległość, strefy rażenia i odległość od celu. Wprowadzono możliwość automatycznego śledzenia celu za pomocą aparatury optronicznej w dzień i w nocy oraz ekstrapolację kursu celu w przypadku zaniku jego sygnału przez ponad l0s. Znacząco poprawiono zasięg gwarantowanego wykrywania celów przez 5NR (uzyskane osiągi zestawiono w tabeli). Wzrost niezawodności osiągnięto nie tylko dzięki większej trwałości podzespołów i niezmienności ich charakterystyk, ale i dzięki programowi automatycznej diagnostyki aparatury.
Aparaturę rozmieszczono w kontenerze, znacznie mniejszym rozmiarami od dotychczas stosowanych. Aparaturową kabinę kierowania UNK-2 opracowały wspólnie VNIIRA-RANTEK i Moskiewska Fabryka Radiotechniczna. Dzięki wymianie środków łączności maksymalną odległość między kabiną UNK i UNW zwiększono z 20 do 150 m. Możliwe jest przyjęcie z przydzielonych stacji radiolokacyjnych wstępnego wykrywania lub z systemów dowodzenia wyższego szczebla danych o 16 celach w trybie całkowicie zautomatyzowanym (system 5-125 nie miał w ogóle takich możliwości). Każdy kompleks ma aparaturę topodowiązania bazującą na układzie Żyroskopowym i odbiorniku GP5. W kabinie UNK-2 znalazły się stanowiska dowódcy oraz operatorów naprowadzania. Jest w niej procesor układu kierowania, aparatura odbioru i dystrybucji danych, blok transformacji danych analogowych na cyfrowe i łącze telekodowe. Do kabiny jest przyłączane zewnętrzne źródło zasilania.
Znacznie później zauważono celowość instalacji komponentów kompleksu na nośnikach samobieżnych. O ile pierwsze trzy kierunki modernizacji realizowano konsekwentnie i z powodzeniem, to zagadnienie zastosowania nowych nośników zostało początkowo potraktowane zupełnie ogólnikowo.
Przyjęto, że można bez trudu rozmieścić na nich dwuprowadnicowe wyrzutnie, maszt antenowy i furgony z aparaturą. W takiej właśnie postaci pokazano Peczorę-2 po raz pierwszy publicznie w 1998 r. Ze względu na ograniczoną nośność wybranych początkowo ciężarówek Urał przebudowano typową wyrzutnię czteroprowadnicową, usuwając jej zewnętrzne prowadnice - otrzymała ona oznaczenie 5P-73-2. Już jednak pierwsze próby integracji wyrzutni i samochodu, dokonane przez KBSM (Biuro Konstrukcyjne Maszyn Specjalnych) z Petersburga dowiodły niemożności realizacji takiej koncepcji. W 1999 r. wyrzutnię przestawiono na trzyosiową ciężarówkę MZKT -8021 wyprodukowaną na Białorusi. Pojazd miał imponujące rozmiary: długość 13,5 m, szerokość 3,2 m, wysokość 4,1 m. Konstrukcja o masie 31,5 t robiła wrażenie prowizorycznej, bardziej krytyczni obserwatorzy nazywali ją "amatorską" lub "chałupniczą". Już w następnym roku zastąpiono nośnik nowszym, który mimo niezmienionego oznaczenia MZKT-8021 wygląda zupełnie inaczej: kanciasta kabina kierowcy znajduje się nad silnikiem wysokoprężnym o mocy 309 kW, a nadwozie ukształtowano w taki sposób, żeby zabezpieczyć je przed oddziaływaniem strumienia gazów z silników startowych rakiet, dzięki czemu wyrzutnia 5P73-2M zachowała okrężne pole ostrzału, a kąt elewacji zwiększył się jedynie nieznacznie i to tylko w przypadku strzelania nad kabiną samochodu. Przed odpaleniem pocisków pojazd wspiera się na czterech, opuszczanych hydraulicznie wspornikach. Aparatura wyrzutni została w znacznym stopniu unowocześniona. Wprowadzono procedurę autodiagnostyki i sygnalizacji niesprawności, cyfrowy kanał odbioru sygnałów kierujących, procesor sterujący i inne udoskonalenia. Masa pojazdu z pociskami na wyrzutni wynosi 32 tony.
Na takim samym podwoziu, choć o nieco krótszej ramie (długość 10,76 wobec 13,5 m) i zaopatrzonym w cztery, szeroko rozstawiane hydrauliczne wsporniki, rozmieszczono antenę SNR-125 na , składanym do przodu maszcie: Oprócz anten, na maszcie zamontowano układ identyfikacji "swój-obcy" i nowoczesną aparaturę optroniczną - kamerę telewizyjną światła szczątkowego, termowizor i - zapewne- dalmierz laserowy. Odległość, z jakiej mogą być z użyciem kanału optycznego automatycznie śledzone cele powietrzne w dzień wynosi od 20 do 60 km, w nocy od 25 do 30 km. Aparatura ta jest dziełem białoruskiej firmy BielOMO-Peleng (inne źródła podają, że opracowała ją rosyjska firma z Petersburga). Pojazd bazowy otrzymał oznaczenie MZKT -80211, całość nazywa się UNW-2M i waży 23 tony.
Jeszcze łatwiej było zainstalować furgony z aparaturą: na MZKT-8022 znalazła się kabina kierowania UNK-2M. Ma ona długość 6,06 m, szerokość 2,59 m i wysokość 2,44 m. Kabina z aparaturą waży ok. 5 ton. Służy ona do zbierania, przetwarzania i wizualizacji informacji taktycznej, prowadzenia pracy bojowej i kierowania kompleksem Peczora-2. Mieści się w niej 5 stanowisk roboczych, każde z barwnym monitorem rastrowym o dużej przekątnej (prawdopodobnie Barco 21"), które mogą być zastąpione wyświetlaczami ciekłokrystalicznymi. Ujawnione zdjęcia wnętrza kontenera wskazują, że jest to ciągle raczej model funkcjonalny, niż dopracowana konstrukcja. Kabiny są połączone ze sobą i z wyrzutniami łączami cyfrowymi. Masa pojazdu z kabiną UNK-2M wynosi 16 ton.
Podstawowa struktura kompleksu (dywizjonu) nie uległa zmianie - w jego skład wchodzi jedna stacja naprowadzania i 4 wyrzutnie. Oznacza to zmniejszenie liczby gotowych do odpalenia rakiet do 8, czyli o połowę. Wyrzutnie mogą być oddalone od UNW nie o maksymalnie 70 m, a nawet o 10 km. Podobno jeden z szyków bojowych dywizjonu przewiduje umieszczenie jednej z wyrzutni w znacznej odległości od UNW i pozostałych trzech wyrzutni. Dla zwiększenia siły ognia dywizjonu wprowadzono możliwość rozbudowy jego struktury o jeszcze 4 wyrzutnie i drugą S NR. Dzięki temu nie tylko ilość gotowych do odpalenia rakiet jest taka sama, jak kompleksu S-125M, ale i pojawia się drugi kanał ogniowy, czyli możliwość równoczesnego atakowania dwóch celów. Ilość podstawowych pojazdów w dywizjonie zwiększa się w ten sposób do 12, nie licząc źródeł zasilania dla UNK i UNW oraz co najmniej 8 pojazdów transportowo-zaladowczych. Jak dotąd nie ujawniono, czy te ostatnie to zmodernizowane PR-14AM na ciężarówkach ZIł-131 (pojazd taki pokazano w Mińsku w 2001 r.), czy nowe konstrukcje. Do prób użyto STZ z dźwigiem, umieszczonym między prowadnicami do przewozu rakiet, gdyż dla dotychczasowego sposobu przeładowania prowadnice wyrzutni znajdowały się zbyt wysoko. W skład każdego kompleksu mają być włączone ROS - stacje emitujące sygnały, mylące głowice pocisków przeciwradiolokacyjnych. Nie jest wykluczone, że jest to odmiana ujawnionej kilka lat temu stacji Gazietczik. Oprócz tego w skład systemu wchodzi ruchome stanowisko dowodzenia, a także, jako opcja, dodatkowy radiolokator wstępnego wykrywania, np. Kasta-2El na dwóch KamAZach-4310.
Pierwsze niekierowane próby ogniowe nowej wyrzutni, będące równocześnie pierwszymi w Rosji strzelaniami pocisków systemu S-125 z wyrzutni samobieżnej odbyły się 27 grudnia 2000r., a właściwy program prób ogniowych zestawu rozpoczęto w sierpniu 2001 r., a pierwsze strzelania w "zamkniętym konturze" odbyły się w listopadzie 2001 r. Natomiast pierwsze dwa pociski odpalono do celów odległych o 17 i 27 km w kwietniu 2002 r., w jednym przypadku stwierdzono eksplozję w odległości 2 m od celu. Relatywnie krótki czas, jaki upłynął od pierwszej publicznej prezentacji koncepcji modernizacji do rozpoczęcia prób mógłby dziwić w nękanej trudnościami gospodarczymi Rosji. Ma on jednak konkretną przyczynę. Otóż Międzynarodowej Grupie Finansowo Przemysłowej Oboronitielnyje Sistiemy udało się wygrać w 1999 r. przetarg na modernizację egipskich kompleksów Peczora o wartości 125-150 mln USD. Warunki kontraktu przewidują jednak pierwsze poważne płatności dopiero po rozpoczęciu dostaw zmodernizowanych kompleksów. Dlatego program, w realizację którego jest zaangażowanych 27 firm jest realizowany z takim pośpiechem. Np. MZK miał do końca 2001 r. dostarczyć 90 pojazdów z rodziny MZKT -8020.
Nie jest jasne, z jakimi pociskami system Peczora-2 będzie dostarczony do Egiptu. Podaje się, że ich osiągi w wersji podstawowej będą następujące: zasięg 3-28 km dla celów lecących na wysokości ponad 5 km i 3,5-22 km dla celów zbliżających się na wysokości 500 m. Pułap przechwytywanych celów ma wynosić od 20 m do 20 km. Udoskonalony i nie wypróbowany dotąd pocisk ma zapewniać maksymalny zasięg 36 km dla celów na wysokości powyżej 4 km i 28 km dla niskolecących. Nie podano też, czy udoskonalone pociski są już testowane, czy też jest to jedynie oferta Fakieła i prace zostaną rozpoczęte po uzyskaniu środków kontrahentów.
Istotną zaletą zmodernizowanych kompleksów ma być ich zwiększona niezawodność, mniejsza liczba podlegających wymianie w warunkach polowych modułów - ilość niezbędnych części zapasowych dla kompleksu zmniejszyła się z 3000 do 300. Łatwiejsza ma być diagnostyka i strojenie aparatury - zamiast ponad 400 punktów pomiarowych jest tylko 80. Czas między awariami nowych komponentów elektronicznych kompleksu ma wynosić nie mniej niż 1000 h, a czas bezawaryjnej pracy kompleksu doprowadzono do 120 h, czyli pięciokrotnie dłużej niż w przypadku S-125M.
Rosyjscy eksperci uważają, że zakres realizowanej modernizacji i jej koszty są jednak zbyt wysokie co najmniej dla części z zagranicznych Użytkowników S-125 i dlatego powstały dwie kolejne mutacje Peczory-2. Firma Ałmaz oferuje Peczorę-2A, czyli wersję stacjonarną, w której udoskonalone pociski są odpalane ze zwykłych wyrzutni 5P73, a kontenery UNK-2 i UNW-2 są przewożone na samozaładowczych ciężarówkach i pracują jako stacjonarne. Także Białoruś już pod koniec 1998 r. ogłosiła, że rozpoczyna modernizację swoich New, ale na temat jej zakresu wiadomo niewiele. Na pewno jednym z jej elementów będzie przystosowanie S-125 do współpracy ze zautomatyzowanym systemem dowodzenia obroną powietrzną Bor. W drugiej poł. 2001 r. w rosyjskiej prasie pojawiło się oznaczenie Peczora-2M, które wiązano z "zaawansowaną i nowatorską myślą techniczną". Być może to właśnie dla tej wersji opracowuje się nową stację naprowadzania rakiet ze ścianową wielofunkcyjną anteną. Ma ona umożliwić naprowadzanie pocisków kompleksu (dywizjonu) na kilka celów równocześnie. Informację o takich pracach ujawniły źródła indyjskie i jest to, być może, wspólne opracowanie indyjsko-rosyjskie lub dzieło firmy Ałmaz finansowane przez stronę indyjską, która dysponuje sporą liczbą kompleksów S-125M (ok. 60) i przewiduje ich modernizację oraz włączenie w strukturę zautomatyzowanego dowodzenia OPK. Obecnie nazwę Peczora-2M używa się w odniesieniu do modyfikacji prowadzonej dla Egiptu.
Na koniec warto pokusić się o próbę porównania rosyjskich ofert modernizacyjnych systemu S-125 i jedynego analogicznego rozwiązania nierosyjskiego, czyli polskiej Newy-SC. Z oczywistych względów nie da się obiektywnie porównać osiągów obu zestawów, gdyż ich szczegółowe dane są utajnione, a publikowane mają zapewne charakter reklamowy i są co najmniej częściowo zawyżone. Nawet dane nie modernizowanych kompleksów S-125M, podawane w obu krajach celem zobrazowania efektów modernizacji są rozbieżne. Np. w publikacjach rosyjskich podaje się czas rozwinięcia dywizjonu z marszu 90 min. (oficjalnie pisze się o 30 min., a trzykrotnie dłuższy czas "ujawniono" dopiero dla podkreślenia zmian w Peczorze-2), podczas gdy wg źródeł polskich wynosi on 160 min. Każdy z polskich dywizjonów S-125M ma oprócz 4 wyrzutni i stacji naprowadzania aż 7 dodatkowych furgonów, Rosjanie twierdzą, że jest ich tylko 4. Liczba pojazdów w dywizjonie jest zresztą znacznie większa - samych STZów może być ponad 12. Rozbieżne są także podawane charakterystyki pocisków.
Nie ulega wątpliwości, że polska modernizacja ma za sobą dłuższą drogę rozwojową (pierwsze próby poligonowe w 1992 r.) i polscy konstruktorzy nauczyli się na swych błędach znacznie więcej o problemach, związanych z modernizacją, niż twórcy S-125. Atutem oferty rosyjskiej jest zaangażowanie w prace znanych i doświadczonych firm z branży przeciwlotniczej i szerokie wykorzystanie komponentów bardziej nowoczesnych kompleksów plot. Dokonany w Polsce dobór nośników wydaje się bliższy optimum, nie tylko ze względów eksploatacyjnych, ale i z racji kosztu (minimalna modernizacja dostępnych pojazdów). Polski zestaw zachował czteroprowadnicowe wyrzutnie, a z racji większej skuteczności naprowadzania ilość wyrzutni w dywizjonie zmniejszono z 4 do 3. Ilość konsol operatorów w Newie-SC jest o połowę mniejsza niż w rosyjskim. Liczebność polskiej grupy bojowej zmniejszyła się z 5do 3 osób, obsługa SNR to 6 zamiast 22 żołnierzy. Ilość kierowców w dywizjonie jest mniejsza o połowę (radykalnie zmniejszyła się ilość ciężarówek i ciągników siodłowych). Kompleks Peczora-2 składa się ze znacznie większej ilości pojazdów i zapewne dlatego w materiałach informacyjnych nie wspomina się o liczebności etatowej obsady dywizjonu. W Newie-SC nie skorzystano z możliwości istotnej modernizacji pocisków, głównie z racji braku doświadczenia w tym zakresie. Nie można wszakże wykluczyć podjęcia takich prac w niedalekiej przyszłości - system S-125 pozostanie podstawowym składnikiem obrony powietrznej trzech nowych członków NATO, a po włączeniu do Sojuszu kolejnych krajów, liczba użytkowników, którzy będą zainteresowani modernizacją rakiet 5W27 jeszcze wzrośnie. Gdyby udało się osiągnąć ponadnarodowe porozumienie w kwestii wspólnej modernizacji S-125, uzasadnione ekonomicznie mogłoby okazać się nawet opracowanie nowego układu antenowego dla systemu.
Otwarta pozostaje sprawa przyszłego rozpowszechnienia modernizowanych zestawów S-125. Polska przegrała konkurs w Egipcie i została podobno zmuszona do wycofania się z propozycji współpracy z Indiami (dokładniej - strona rosyjska skłoniła Indie do rezygnacji z rozmów z Polską). Ciągle jest jednak wiele krajów, które mogą być zainteresowane modernizacją swych S-125. Wiadomo np., że modernizację S-125 uznano za sprawę priorytetową w Bułgarii i Finlandii. W przypadku uzyskania zamówienia zza granicy dodatkowe środki finansowe mogą dopomóc tak polskim, jak i rosyjskim konstruktorom w tworzeniu jeszcze bardziej zaawansowanych i niezawodnych rozwiązań.
Autor artykułu Tomasz Szulc redaktor czasopisma "Nowa Technika Wojskowa"